środa, 28 lutego 2018

Międzynarodowy Dzień Chorób Rzadkich i wyniki poszukiwań :)

Kochani, dzisiaj, to jest 28 lutego 2018r., obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Chorób Rzadkich. Jak wiecie, Krzyś ma skrajnie rzadką chorobę genetyczną - delecję krótkiego ramienia chromosomu 6p24.1p22.3. W dniu dzisiejszym chcielibyśmy Wam przedstawić Helmi. Ta cudowna 10-letnia dziewczynka ma taką samą wadę jak Krzyś. Niektóre z wad u Helmi i Krzysia się powtarzają - nie będziemy Wam tu jednak opisywać stanu zdrowia tej super dziewczynki. Niestety w przypadku delecji jest tak, że nawet dwie identyczne wady mogą dawać zupełnie inne skutki u dwóch różnych osób. Miło jest jednak wiedzieć, że w Finlandii, bo tam mieszka Helmi, jest ktoś, kto choć trochę jest podobny do Twojego dziecka Mamy nadzieję, że Krzyś także zacznie mówić, bo Helmi potrafi składać kilkuwyrazowe zdania, choć używa jeszcze także pcsów.


Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy pomagali tłumaczyć i udostępniać ulotki związane z poszukiwaniem Krzysiowego sobowtóra genetycznego. Poszukiwania wciąż trwają
Hello World! Today, 28th of February 2018, The International Day of Rare Diseases is celebrated. As you know, Krzyś has an extremely rare genetic disease - deletion of the short arm of the chromosome 6p24.1p22.3. Today we would like to introduce Helmi. This wonderful 10-year-old girl has the same extremely rare disease as Krzyś. Helmi and Krzyś has got some similar defects, but we will not describe you the health condition of this super girl. Unfortunately, in the case of a deletion, even two identical defects can have completely different effects in two different people... But it is nice to know that in Finland, where Helmi lives, there is someone who is a bit similar to your child We hope that Krzyś will also start talking, because Helmi can speaks few-words sentences, although she also uses pcs.
Once again, thank you to all who helped to translate and share leaflets related to the search for Krzys' genetic double. Our search is still ongoing.

piątek, 17 listopada 2017

Szukamy sobowtóra genetycznego

Kochani, mało się tutaj dzieje, bardziej na bieżąco jest na Facebook.com/KrzysBulczak. Dzisiaj jednak bardzo ważna sprawa. Tak jak w tytule - szukamy Krzysiowego sobowtóra genetycznego. Nie od dziś, ale dzisiaj dostaliśmy ulotki w języku angielskim, niemieckim i szwedzkim.

I tu prośba do Was. Udostępniajcie je swoim znajomym, na fb, czy w innych portalach społecznościowych. Bardzo nam zależy, by dowiedzieć się czegoś więcej o chorobie Krzysia - bardzo rzadkiej i nienazwanej wadzie genetycznej  6p24.1p22.3.

Z góry dziękujemy za pomoc :) Wiemy, że zawsze możemy na Was liczyć :) <3

A oto ulotki :)







Pozdrowienia z Gdańsk! :)

sobota, 25 marca 2017

Wypowiadam wojnę

Tak, dobrze czytacie. Wypowiadam wojnę. Komu? Krzysiowej niepełnosprawności. Tak, wiem, ta wojna trwa już bardzo długo, ale rozpoczynam kolejną, trochę osobno. Pamiętacie jak pisałam, że na jednym z turnusów rehabilitacyjnych, dokładnie w Bartoszycach, pani rehabilitantka wydała wyrok "niech się pani przeprowadzi na parter, bo do końca życia będzie pani nosić dziecko i wózek". Ów słowa wywołały u mnie dwie przepłakane noce, ale potem dały ogromnego kopa do działania i nastawienie "już ja ci babo pokarzę, że się mylisz!". I co? Owszem, nosimy czasem Krzysia, nosimy i wózek, bo z niego jeszcze korzystamy, ale coraz częściej Krzyś wchodzi sam (z naszą pomocą ale na swoich nogach), a wózek coraz częściej zostaje w domu i się kurzy. Ufam, że pozbycie się go jest kwestią czasu. Bo tak jest, prawda? :)



Po co nawiązałam do tamtego wydarzenia? Bo oto mamy "powtórkę z rozrywki". Co prawda nie od razu to załapałam, bo dopiero kolejny lekarz, ten z Poznania, wywołał u mnie ten bunt, ale ważne, że do tego doszło. Tak, teraz jest "już ja ci facet pokażę, że się mylisz!". To moja odpowiedź, moje wypowiedzenie wojny słowom "bez operacji się nie obędzie, rehabilitacją pani tego nie wyćwiczy". Bardzo żałuję, że ten bunt pojawił się tak późno, bo walka będzie ciężka, będzie wymagała mega dużo pracy Krzysia (o to się nie boję, bo chłopak na "drugie imię" ma "walka" ) i mojej - o to akurat się boję, bo z regularnością u mnie ciężko, w szczególności, że mam słabe ręce i szybko mi "odpadają", ale to też się da wyćwiczyć (btw może macie jakieś fajne ćwiczenia na wzmocnienie raczej przedramion, nadgarstków i dłoni, ale tak, żebym nie wyglądała jak napakowany facet ;)).

Wypowiadam więc kolejną wojnę i mam zamiar ją wygrać (z resztą jak każdą :P - inaczej bez sensu byłoby się w to pakować :P) Nie obejdzie się bez pomocy z zewnątrz (jak się wychorujemy to uruchamiamy masażystę), no i rzecz jasna, bez Was - waszych kciuków, dobrych myśli i każdego innego wsparcia. (Bez ściemy, my to czujemy!)

Jaki są cele? Zaniechanie operacji, pozbycie się ortez i zobaczenie miny lekarza/y, którzy będą musieli przyznać, że się pomylili. Czyż nie jest kuszący? <3 <3 Ja się już w nich zakochałam :)

Staniecie w tej wojnie po naszej stronie!
Liczymy na Was!

Przy okazji przypominamy się z 1% podatku. Każda złotówka się przyda - na masażystę, na rehabilitację, lekarzy, leki, czy sprzęt rehabilitacyjny. Z góry dziękujemy! :*

sobota, 4 marca 2017

Charytatywna akcja urodzinowa :)

Kochani Czytelnicy

jeśli nie śledzicie naszego fejsowego profilu (to polecamy to zmienić :) Facebook.com/KrzysBulczak) to może nie wiecie, że w tym roku również zaplanowaliśmy akcję urodzinową. Poprzednie sprawiły Krzysiowi wiele radości, więc postanowiliśmy podziałać i tym razem :)



W tym roku zapraszamy jednak na akcję urodzinową o charakterze charytatywnym - będzie nieco inaczej niż w latach poprzednich, ale zapewniamy nie mniejszą zabawę i masę radości. Zapraszamy Was całymi rodzinami do wzięcia udziału w tworzeniu prezentu urodzinowego dla Krzysia - dobrze czytacie - tworzeniu, bo nie zbieramy pieniędzy :P Dlaczego więc akcja charytatywna -  o tym dowiecie się bezpośrednio z wydarzenia - https://www.facebook.com/events/588512651358674/ (nie trzeba mieć konta na fb, by oglądać nasze akcje czy profil!)

Raz jeszcze zapraszamy gorąco do udziału - będzie super, zobaczycie :) <3

Mama Krzysia

środa, 22 lutego 2017

Ach te moje marzenia

Jedna ze stacji radiowych zapytała swoich słuchaczy o spełnianie się marzeń. Padały różne odpowiedzi - ktoś dostał się na wymarzone studia, ktoś jest umówiony na skok ze spadochronem, jakaś starsza pani stwierdziła, że spełnianie marzeń to raczej domena młodych...

Mam więc do Was pytania - jak to jest z Wami? Czy w ostatnim czasie spełniło się jakieś Wasze marzenie? O czym marzycie?

Ja jeszcze całkiem niedawno marzyłam o tym, by Krzyś nauczył się samodzielnie chodzić. Właściwie to zaczęło się od, wydawałoby się "zwykłego", stania z pomocą (Buziaki specjalne dla Cioci Oli K. i jej Córeczki), potem pierwszego kroku, pierwszego pokonanego metra, potem jednej długości pokoju, przejścia z pokoju do pokoju, samodzielnego poruszania się przy chodziku, potem o kulach, następnie za rękę itd. Teraz, jak wiecie, Krzyś chodzi samodzielnie, więc z całą pewnością mogę powiedzieć, że to marzenie się spełniło. W międzyczasie, żeby nie było, były i są nadal inne marzenia - o jak najmniejszej liczbie infekcji, o tym, by nie kończyły się one szpitalem, o poprawę motoryki, o polepszenie interakcji Krzysia z otoczeniem, o mowie. Na wymarzone "mama" już też się doczekałam, więc teraz mocno trzymam kciuki za kolejne słowa. Bo warto marzyć!

Jeśli zapytacie, czy to wszystko, odpowiem, że nie. No cóż - jestem z tych wymagających i marzących o wielu rzeczach :P Marzę nie tylko o postępach Krzysia. Choć kocham Go nad życie, mam jeszcze w zanadrzu "prywatne" cele do spełnienia :) Czy się uda? Nie wiem, ale mam nadzieję, że tak! :) Ba, mocno w to wierzę :)

Jest tego sporo, nie będę Was zanudzać :P Jak pewnie wielu z Was, wyobrażam sobie podróże tu i ówdzie, czasem zamarzy się coś bardziej przyziemnego - np. pomidorówka Mamusi albo czekolada ;) Spełnienie niektórych z nich zależy od finansów i czasu, inne od mojej odwagi, a jeszcze inne potrzebują wsparcia/zgody osób trzecich. Życie. I wiecie co, mam tez takie, które są bardzo nierealne, zważywszy na moją obecną sytuację w czasoprzestrzeni, ale i tak nie umiem się ich pozbyć. Bo ja kocham marzyć! Patrzeć z nadzieją na lepsze jutro, na to, że będę miała powód do radości. Uwielbiam też, gdy marzenia spełniają się Wam Kochani. Ubóstwiam cieszyć się, że doczekaliście się tej cudownej chwili, gdy z listy marzeń dana rzecz, wydarzenie, okoliczność może uroczyście zostać przepisana na listę pięknych wspomnień lub i osiągnięć. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto!

Może i jestem marzycielka, czasem jest mi smutno, że na któreś marzenie wciąż muszę czekać, ale staram się patrzeć na to wszystko optymistycznie i nie zapominać o tym, że gdy o czyś marzymy bardzo długo, to satysfakcja ze spełnienia marzenia jest zwielokrotniona, prawda? :)

Wracam więc do moich marzeń, bo przed nocą warto sobie odświeżyć ich listę, pomyśleć jak jeszcze można pomóc im się spełnić, jak można wspomóc spełnienie się marzeń osób, które kochamy, wreszcie najlepsze - przypomnieć sobie te marzenia, których spełnienie dało nam ogromną radość. I.. i uśmiechnąć się na te wspomnienia.

Odwagi w marzeniu i w spełnianiu marzeń Kochani!



poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Miłośnicy Zegarów i Zegarków - łączcie się! ->>> Licytacja na rzecz Krzysia!

Niedawno wpadł mi do głowy pomysł - wysłałam zapytanie w kilka miejsc - czy nie mają czasem jakichś katalogów zegarków, bo Krzyś ma tylko jeden przewertowany tryliardy razy, a nigdzie stacjonarnie nie można takowych dostać. Klub Miłośników Zegarów i Zegarków odpowiedział błyskawicznie i dwa dni później Krzyś miał przed sobą ogromny karton z katalogami, o których nam się nawet nie śniło  Napiszę o nich osobny post i załączę zdjęcia, bo jak otworzyliśmy ów karton to nas zatkało z wrażenia! 

Ale to nie wszystko! Ku wielkiemu zaskoczeniu, dostaliśmy też wiadomość, że 😊 Klub KMZiZ organizuje na swoim forum licytację dla naszego Krzysia😊 Tutaj szczegóły:
http://zegarkiclub.pl/f…/topic/137599-licytacja-dla-krzysia/
Jesteście wielcy! Przyznam się Wam, że jak przeczytałam tę wiadomość to oczy zrobiły mi się mokre - dziękujemy!!!
Udostępniajcie dalej!

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Projekt KrzysiowaMOWA

Jeszcze tylko 5 dni i się zacznie. Krzyś rozpocznie swój pierwszy w życiu turnus logopedyczny. Bardzo w niego wierzymy (w Krzysia to wiadomo, ale i w turnus też! - mam nadzieję, że nie za bardzo ;D ) Jesteśmy pewni, że ciężka praca Krzysia połączona ze wsparciem z Waszej strony zapewni sukces tego przedsięwzięcia :D <3 W takim połączeniu wszystko jest możliwe <3 Zwiększyliśmy już suplementację witaminową, by rozgrzać Krzysiowy mózg i przygotować go do ciężkiej pracy, a od poniedziałku zaczynamy dwutygodniową walkę o rozwój mowy u Krzysia. Jeśli się uda, będzie to początek większego projektu "KrzysiowaMOWA", ale o tym później :D


Nie muszę chyba przypominać, że możemy sobie pozwolić na taki turnus dzięki pieniądzom, jaką nam przekazujecie i w 1 procencie i bezpośrednio na konto. Także kolejna okazja się nadarza do podziękowania, więc raz jeszcze dziękujemy Wam za to mega wsparcie (nie tylko to pieniężne)! :*

Trzymajcie kciuki!

piątek, 12 sierpnia 2016

Aukcje charytatywne na rzecz Krzysia Bulczaka

Kochani Przyjaciele,

jeśli nie śledzicie losów Krzysia na fb, to uprzejmie donosimy i tutaj, że w dniu wczorajszym ruszyliśmy w końcu z aukcjami charytatywnymi na rzecz Krzysia. Jak to działa? Wszystko jest bezpieczne - pieniądze nie trafiają do naszej kieszeni, tylko na fundacyjne konto, to samo, na które wpada 1% podatku i wpłaty, których dokonujecie w ciągu roku (Na końcu wpisu przypomnimy namiary)

Aukcje charytatywne Krzysia znajdziecie pod tym linkiem. http://charytatywni.allegro.pl/listing?charityOrganizationPurposeId=2052

Możecie kupować i sprzedawać!

Jeśli mielibyście ochotę wspomóc tego Małego Bohatera to możecie sami wystawić przedmiot, nie musicie go nam przekazywać. Jak to zrobić? Prościzna :) Na górze, nad listą z tego linka jest odnośnik "wystaw przedmiot na ten cel" I już! :) Wystawiacie jak zwykłą aukcję, pieniądze za przedmiot trafiają na konto fundacyjne, a koszty przesyłki na Wasze konto. Jeśli mielibyście jakieś pytania - śmiało! Co prawda my dopiero uczymy się sprzedaży na allegro (do tej pory tylko kupowaliśmy), ale jak nie będziemy wiedzieli, to się dowiemy :)



Lista z przedmiotami będzie się sukcesywnie powiększać, więc klikajcie i sprawdzajcie, może coś Was zainteresuje :)

Miłego dnia Kochani!

środa, 10 sierpnia 2016

Mały biznesmen


Byliśmy z Krzysiem wczoraj tu i ówdzie. Musieliśmy mieć ze sobą Krzysiową tekę dokumentów (wypisy, diagnozy etc). Jest to duża teczka, wypchana po brzegi, ciężka. Krzyś w jednym z gabinetów chwycił za rączkę teczki i ruszył w stronę drzwi. Zawracałam go, ale bezskutecznie. Uparł się, że wychodzi, co więcej, teczki nie dał sobie zabrać, a jak już ją wyrwałam z Jego łapek, to wracał po nią i szedł ponownie w obranym przez siebie wcześniej kierunku. W pewnym momencie nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem ;) Całe szczęście Pani, właścicielka gabinetu, także się uśmiechnęła. Wytłumaczyłam się jej, że pamiętam jeszcze jak Krzyś-biznesmen kiedyś nie dał sobie zabrać zabawkowego telefonu komórkowego. Jadł z nim śniadanie, ubierał się trzymając go kurczowo, prowadził ważne negocjacje podczas całej drogi do przedszkola, w szatni też nie było mowy o przerwaniu załatwiania ważnych interesów. Dopiero jak wszedł do sali to dał się przekonać, że biznesy mogą poczekać, bo koledzy zbyt długo już czekali :) Mój kochany biznesmen <3 <3 <3

Tylko szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia :(
Pięknego dnia dla Was! (Mam nadzieję, że się chociaż troszkę uśmiechnęliście na myśl o tej sytuacji :)

piątek, 3 czerwca 2016

Akcja urodzinowa 2016

Do 5. urodzin Krzysia pozostało nieco ponad miesiąc. Ruszamy więc z akcją urodzinową na ostatnią chwilę - mam nadzieję jednak, że zdążymy :) (akcję będziemy mogli przedłużyć)i że tak samo jak rok temu chętnie do tej akcji dołączycie! :)

W tym roku pomysł jest taki: tworzycie dowolną metodą literę, sylabę, cyfrę lub liczbę. Nie musi być do K i 5, wskazane jest, by była jednak różnorodność :) Dzięki Wam Krzyś będzie miał pomoce do nauki alfabetu i cyfr - a to uwielbia ostatnio robić :) To jak? Możemy na Was liczyć? :)








Teraz troszkę spraw technicznych: tak jak rok temu możecie wyklejać, wycinać, tworzyć coś przestrzennego. Zachęcamy do zaproszenia do współpracy dzieciaki - swoje, od sąsiadów, z przedszkola, ze szkoły, z podwórka. Gwarantujemy, że Wy też będziecie się dobrze przy tym bawić :) Możecie używać guzików, kapsli, sznurków, plasteliny, kamyczków, makaronu, fasoli, muszelek, piórek, nakrętek, koralików - wszystkiego, co Wam tylko przyjdzie do głowy! Literki i cyferki w wersji wypukłej nie dość, że będą uczyć alfabetu/cyfr to dodatkowo będą miały właściwości terapeutyczne (sensoryczne). Możecie wycinać z papieru, lepić z modeliny, gipsu, ba, możecie nawet szyć, wyszywać i dziergać na drutach! :) Wszystkie chwyty dozwolone!

Jeśli nie będziecie mogli potem przekazać/wysłać nam Waszych dzieł, nie szkodzi (poprosimy wówczas o fotkę! :) ). Bez problemu znajdziecie wokół siebie kogoś, komu się przydadzą - czy to przedszkole, czy szkoła, albo ośrodek rehabilitacyjny. Nie musicie zatrzymywać się na jednej literce czy cyferce - możecie zrobić cały alfabet albo cyfry od 0 do 9. Wszystko zależy od Was i tego ile macie na to siły i czasu. Bo o Wasze pomysły nie martwimy się ani trochę! :)

To jak? Ruszamy z szybką akcją? :)

Możemy na Was liczyć?


Zapraszamy na https://www.facebook.com/events/544399539076206/

poniedziałek, 9 maja 2016

Akcja 1% podatku 2016 zakończona

Tak jak w tytule. Minął okres rozliczeń, chyba, że są jeszcze jacyś spóźnialscy. Dziękujemy Wam pięknie za każdy przekazany 1%. Nie ukrywamy, że wiążemy z nim duże nadzieje - że uzbieramy pieniądze na turnus rehabilitacyjny i potrzebne sprzęty/wizyty dla Krzysia. Tak dla przypomnienia, bo może nie wszyscy pamiętają - pieniądze dotrą na Krzysiowe konto w Fundacji w okolicy listopada. Nie będziemy widzieli Waszych danych - zobaczymy tylko kwotę przekazanego 1% oraz info o urzędzie skarbowym, z którego pochodzą te pieniądze np 120zł - Drugi Urząd Skarbowy w Gdańsku.



Zdajemy sobie sprawę, że osób i instytucji zbierających 1 procent podatku jest coraz więcej. Tym samym jesteśmy Wam podwójnie wdzięczni, że postanowiliście przekazać tę darowiznę akurat Krzysiowi. Obiecujemy, że żaden grosz się nie zmarnuje - Krzyś to najlepsza lokata kapitału jaką znamy :) choć jakby podsumować wydatki, które ponieśliśmy (które mogliśmy ponieść dzięki Waszej pomocy!) to uzbierałaby się całkiem spora sumka. Ale nie wygadujemy Mu, żeby nie było! :)

Rzecz jasna jesteśmy też bardzo wdzięczni za udostępnianie apeli, rozdawanie kalendarzyków/ulotek, za informowaniu innych o tym, że jest sobie taki dzielny Krzyś Bulczak. Gdyby nie Wy, nie dotarlibyśmy sami do tych wszystkich osób. Krzysia profil na fejsie lubi już ponad 700 osób, a widzimy, że jest też trochę takich, którzy lajkują wpisy, ale konta nie polubili (zachęcamy do zalajkowania profilu - nie spamujemy :) ).

Mamy nadzieję, że w przyszłym roku znowu będzie można odliczać 1% podatku (teraz tak się wszystko szybko zmienia, że nigdy nic nie wiadomo) i że będziecie z nami także w akcji jednoprocentowej w przyszłym roku :))))))


piątek, 6 maja 2016

7 dobrych wieści

Same dobre wieści!

Po pierwsze - kontrola, co do której prosiliśmy o kciuki wypadła pozytywnie - operacja jest odroczona, a może nawet nie będzie nigdy musiała być wykonana - wszystko zależy od Krzysia, od tego jak sobie będzie radził. Ponad to nie czekaliśmy więcej niż 3-5 minut na wejście do gabinetu - do tej pory za każdym razem na zatłoczonym korytarzu musieliśmy tkwić po parę godzin (Mają tam taki system, że trzeba się umówić najpierw na dzień wizyty - na szczęście można telefonicznie, po czym w dniu wizyty trzeba się zjawić do określonej godziny w rejestracji osobiście a potem, od kolejnej określonej godziny, najczęściej godzinę po deadline w rejestracji, trzeba się zjawić pod gabinetem i czekać, bo lekarz wywołuje wg własnego klucza - nigdy nie zrozumiem tego systemu, ludzie zjeżdżają się z całego kraju, można by to w prosty sposób o niebo ułatwić np zrobić zwykłe przyjęcie na godzinę - rzecz jasna z założeniem opóźnienia, albo chociaż nie wymagać tej rejestracji do konkretnej godziny - zawsze godzinka zaoszczędzona i nie trzeba tkwić na korytarzu przez x godzin).

Po drugie - Krzyś zaczyna wydawać więcej dźwięków. Na zajęciach z SI (Pozdrawiamy Panią Basię!) Krzyś co prawda nie do końca jeszcze poprawnie i nie zawsze wyraźnie, ale powtarza samogłoski: a, e, y. Sam fakt powtarzania jest dużym postępem, bo do tej pory nie chciał za nic tego robić. Teraz nie jest tak, że zawsze poproszony powtórzy, ale robi to coraz chętniej także poza zajęciami :)

Krzyś uwielbia litery i cyfry, chyba już z taką samą mocą jak zegary. Dziadkowi każe czytać wszystkie litery i cyfry na blokach, klatkach schodowych, sklepach, wyrywa się do tablic rejestracyjnych, wyszukuje cyferki i literki na mapie, komputerze, w bajce. Szał normalnie :) Co więcej cyfry do 12 ogarnia już właściwie bezbłędnie (wiadomo - zegar hehe) ale też zaczyna łapać zasady, że skoro 12 to 1 i 2, to 19 to będzie 1 i 9. Jak to opanuje to przejdziemy do 2 z przodu :) Literki jeszcze nie są na takim dobrym etapie, ale samogłoski praktycznie można również uznać za wykute na blachę, poza tym litery M, T, K, Z (mama, tata, Krzyś, zegar) zna bardzo dobrze, a S, W, B, P już bardzo dobrze kojarzy. Bardzo się na to cieszymy i pozwalamy mu na to szaleństwo, nawet się śmiejemy, że Krzyś szybciej się nauczy dodawać i pisać niż mówić ;)


Po trzecie - uskuteczniamy coraz dłuższe wyjścia z domu, coraz więcej rzeczy Krzysia interesuje, lubi jak potem w domu sobie to przypominamy :) Pogoda ku temu dopisuje, ale i Krzycho "wytrzymuje więcej" a my razem z nim :)



Po czwarte - chód jest coraz lepszy, właściwie nie obserwujemy upadków, a jak już to są one albo wynikiem totalnego zmęczenia, a jak już to dawno nie było przypadku, że Krzyś poleciał tak jak za dawnych czasów (wspaniale mi jest pisać, że to dawne czasy!) na buzię. Ja nazywam to składaniem się Krzysia ;) bo Krzyś próbuje łapać równowagę a jak mu nie wyjdzie to się osuwa np o ścianę albo drzwi, albo po prostu pada jak wieża z klocków.

Po piąte - Ingusia ma się coraz lepiej. Trzymamy za Nią dalej kciuki, Was też o to prosimy :*

Po szóste - mamy maj, więc dni są dłuższe, jest więcej słońca, chce się coraz więcej!

Po siódme - (choć nie wiem, czy to taka dobra wiadomość, bo brakującego czasu jest przez to coraz więcej) Mamie Krzysia zachciało się warzywniaka na balkonie :) Cudownie jest obserwować jak oprócz Krzysia rośnie także marchewka, rzodkiewka, groszek, fasolka, pomidorki i wiele innych warzyw - trzymajcie kciuki za moje plony :)



Trzymajcie się ciepło i celebrujcie Wasze dobre nowiny. Podzielcie się nimi z nami, dajcie nam jeszcze więcej powodów do radości :)

wtorek, 19 kwietnia 2016

Częstotliwość

Widzę, że na blogu nie szaleję z ilością wpisów. Miałam wstawiać wpisy na fejsa i tutaj, ale wychodzi jak wychodzi. Zaglądajcie więc na facebook.com/KrzyBulczak (nie trzeba mieć konta!) - tam znajdziecie aktualności i wszelkie potrzebne informacje. Nie będę obiecywać, że blog będzie bardziej zadbany - bo nie lubię dawać obietnic bez pokrycia. Nie ukrywam, ze fb jest łatwiejszy w obsłudze, bardziej dostępny, szybszy... ale jeśli Wam zależy, żeby blog też był na bieżąco to proszę przypominajcie mi o tym, upominajcie mnie, zostawcie jakiś komentarz, że Wam na tym zależy, okej?

Póki co za niecałe dwa tygodnia koniec akcji 1% edycja 2016. Mamy nadzieję, że bez problemu znaleźliście potrzebne dane. Jakby coś wklejam poniżej plakaty - możecie je jeszcze udostępniać - wiele osób rozlicza się na sam koniec, więc szansa nadal istnieje! Dzięki!







poniedziałek, 18 stycznia 2016

To tylko miłość

Mam tyle marzeń, w których występujesz. Mam tyle pragnień z Tobą związanych. Mam tyle wspomnień z Tobą w roli głównej. Choć bardzo się z tym pilnuję, uciekam czasem w przyszłość i zastanawiam się, co będziesz robił za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Nie zastanawiam się, jakim będziesz człowiekiem, bo co do tego nie mam ani kropli wątpliwości.

Wypełniasz moje życie radością, tym Twoim pięknym uśmiechem, brzmieniem słów "mama"... buczeniem i awanturami, czasem płaczem, gdy Ci coś nie pasuje. Jak trzeba, jesteś moim pocieszycielem, stawiaczem na nogi, kopiącym w tyłek, przytulaczem.

Z każdym dniem widzę, jak się usamodzielniasz. Jak uciekasz ode mnie, bo słyszysz, jak wołają Cię nowe wyzwania, bo widzisz nowe przeszkody do pokonania, bo czujesz, że możesz coraz to więcej i więcej. Czuję, że Cię tracę, ale zyskuję, dumę, radość, przekonanie, że warto walczyć, że warto wierzyć, że warto kochać, że warto wstawać każdego dnia i pomagać Ci, jak tylko umiem w tym, do czego dążysz.



Wielu powie, że ciągle nie odcięłam Twojej pępowiny. Czy mają rację, nie wiem. Pewnie każdego dnia znaleźliby sytuację, w której wyręczam Cię lub otaczam zbyteczną opieką, choć staram się, by do takich nie dochodziło. Wielu powie, że jestem awanturnikiem. Tak, wykłócam się o to, byś zawsze miał co zjeść, byś mógł się wyspać, odpocząć, wreszcie, choć to chyba oczywiste, byś nie cierpiał, byś dostał odpowiednie leki, byś otrzymał na czas pomoc, której ja nie mogę Ci zapewnić.

Jestem matką, jak miliony innych. Popełniam błędy, choć nie zawszę się na nich uczę. Łapię Cię za rękę, którą mi wyrywasz, bo czeka na Ciebie cały świat, który, mimo Twojej choroby, stoi przed Tobą otworem. Co z tego, że nie zawsze możesz gdzieś podejść samodzielnie, jeśli trzeba, doczołgasz się, albo podejdziesz na czworakach. Co z tego, że nie umiesz mówić, skoro weźmiesz kogoś za rękę i pokażesz o co Ci chodzi. Dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko te, nad którymi trzeba trochę więcej popracować.

Kocham Cię moją miłością niedoskonałą.
Twoja może czasem nadopiekuńcza mama.

czwartek, 31 grudnia 2015

Nowy Rok 2016

Kochani, nadszedł Nowy 2016 Rok. Za nami bardzo dobry czas - w 2015 roku zobaczyliśmy pierwsze samodzielne kroki Krzysia, usłyszeliśmy pierwsze "mama". Krzyś stał się bardziej samodzielny, bardziej społeczny, ale i bardziej wymagający :) Pracował na ten wynik każdego dnia. Był na 5 turnusach, jeździł na masę dodatkowych zajęć, ćwiczył dzielnie w domu.


Sobie i Wam życzymy, by ten kolejny rok był przynajmniej tak udany jak poprzedni. Walczcie o swoje marzenia, bo nikt inny za Was tego nie zrobi - życzymy Wam siły i wiary w ich spełnienie. Porywajcie się z motyką na słońce - słowa wrogów zapamiętujcie i czerpcie z nich siłę do tego, by udowodnić im, że nie mają racji. Życzymy Wam samych dobrych ludzi wokół, takich Aniołów, Świętych Mikołajów, Dobroczyńców, jakich my mamy. A na koniec miłości i zdrowia, bo one najważniejsze, bo bez nich nie ma na nic innego siły.

Dziękujemy Wam za to, że jesteście i... będziemy Wam to powtarzać do znudzenia ;D Dzięki Wam mamy siłę na walkę o Krzysia, na trochę więcej normalności w zabieganym świecie. Dziękujemy za bardzo aktywny udział w akcjach:
- 1% podatku https://www.facebook.com/events/934642376561058/ (za moment pojawi się nowa, na 2016 rok! :)
- tiktakowej :) https://www.facebook.com/events/826932767364362/
- uśmiechowej https://www.facebook.com/events/1433917003570271/

W Nowym Roku spodziewajcie się nowych zaproszeń na wydarzenia :)

Raz jeszcze najlepszego na Nowy 2016 Rok! Bo wspaniałe jest życie!!!

sobota, 26 grudnia 2015

Wesołych Świąt!

Wszystkim Wam razem i każdemu z osobna życzymy w imieniu Krzysia i własnym, by ten czas, który powoli dobiega końca nie uciekł ot tak, by radość z rodzinnych spotkań, z pysznego jedzenia i z prezentów :) pozostała na wiele miesięcy!

Dziękujemy także, niezmiennie!, za to, że jesteście z nami, że jesteście naszym Świętym Mikołajem, który przychodzi każdego dnia, przez 365 dni w roku, często nawet wtedy, gdy zapomnimy napisać do niego list.

Mamy nadzieję, że w tym czasie i przez cały kolejny rok będziecie przynajmniej tak samo szczęśliwi jak Krzyś na widok świątecznych potraw i prezentów ;)


Krzyś z Rodzicami

środa, 2 grudnia 2015

Telenowela

Uwaga. Przed przeczytaniem wpisu zalecamy udać się po jakieś napitki i jedzonko (dużo!), a co ważniejsze, znalezienie wygodnej pozycji, bo czytania trochę będzie ;D





Jestem załamana podejściem niektórych firm do klienta. I to specjalnego (pod wieloma względami) klienta, bo chodzi tu o Krzysia, który czeka na buty ortopedyczne i buty do ortez. Niestety Krzyś nie może iść sobie do sklepu i wybrać butów, które mu się podobają. Choć namawiam go, że jak przestanie wykręcać stopy i będzie mógł chodzić w zwykłych butach (moje marzenie!) to sprowadzę mu nawet takie, które będą w tiktaki, albo co tylko sobie wymarzy!

Nie jest jednak tak kolorowo - musimy walczyć, by jakiekolwiek buty dla niego można było kupić. W czymś musi przecież chodzić!

Nasze przeboje z firmą Aurelka nadają się już na jakiś serial brazylijski... oby z happy endem, a nie, że przyleci UFO czy coś ;D

1. Najpierw nie robili butów na NFZ.
2. Potem jednak okazało się, że robią - dzięki stoisku stacjonarnym. Uff. Ale tylko na chwilę, bo potem...
3. W zależności od tego, z kim rozmawiam - jedni sądzili, że buty do ortez są już w ofercie (online można zamówić, ale nie na nfz, więc ja chcę osobiście, by skorzystać z kasy z nfz), inni, że będą od stycznia dopiero, albo i później, bo są w fazie testów (W tym samym czasie na profilu się chwalą, że już są w sprzedaży, pokazują foty z targów jacy to oni są do przodu...). Ostatecznie CHYBA można, więc SPRÓBUJEMY złożyć zamówienie. Proszę przyjechać.

W międzyczasie męczę NFZ, by na sto procent mieć pewność, że papiery są aktualne - nie byłam pewna, czy tak jest. Odpowiedź NFZ - tak, oba zlecenia są dobre! Działamy więc.

4. Jedziemy więc złożyć zamówienie. Wcześniejszy i osobisty i telefoniczny wywiad mówił, ze  przyjedziemy, wymierzymy i złożymy zlecenie i będziemy czekać. Żadnych papierów, żadnych zaliczek.
5. Na miejscu okazuje się, że chyba jednak nie można tych butów zamówić... ale jednak udaje się (grunt to wiedza sprzedawcy, co ma w ofercie!) - składamy zamówienie na dwie pary, Krzysiowa stopa w ortezach i bez zwymiarowana. Problem tylko ze specyfikacją zamówienia, bo formularz zamówienia  przez internet nie ma takich opcji. No cóż - składamy zamówienie na kartce. I jeszcze musimy dać zaliczkę 100 zł. Po chyba już godzinie spędzonej na miejscu, poddaję się z tłumaczeniami, że skoro buty w pełni refundowane, to nie muszę płacić żadnych zaliczek. A i okazuje się, że jednak papiery z NFZ oni muszą widzieć teraz, a nie, że mam je wysłać do Milanówka. Potwierdzenie zaliczki dostaję pisane ręcznie na kartce wyrwanej z notatnika... dobrze, że chociaż jest pieczątka!
6. Po paru dniach od wysłania papierów dzwonię zapytać się, czy dotarły. Rozmowa trwa z pół godziny - słuchawka ląduje co rusz przy czyichś innych uszach. Ostatecznie dowiaduje się, że jedno zlecenie jest złe, bo przeterminowane, i że refundacja nam się nie należy...

Szlag mnie trafia. Tłumaczę, że przepisy się zmieniły. Pani w słuchawce odpyskowuje, bo inaczej tego nie można nazwać (nawet nie raczyła się przedstawić, ale pomijam), że "chyba u pani", bo u nas w stolycy to sratatatata pierdata, do widzenia, pocałuj się w d., baju baju będziem w raju, dzwoń se babo w poniedziałek, może ruszę swoje piękne warszawskie dupsko (musiałam! :P ) i coś się dowiem...

Kontaktuje się z NFZ z prośbą o wyjaśnienie tej (nie napiszę epitetu, który mi się nasuwa na usta!) pani, że nie ma racji. Proszę o jakieś nie wiem - ustawy, cokolwiek. Pani z NFZ, złota kobieta (tak, takie tam pracują jak się okazuje! - pozdrowienia dla Pani z NFZ Słupsk!) dzwoni i informuje mnie, że zajmie się tym, sama do nich zadzwoni. Jak się później dowiaduję z rozmów z nią, Pani ma problem z dodzwonieniem się do tej "przemiłej" osoby, która uraczyła mnie pyskowaniem o nieaktualnych papierach. Okazuje się, że w całej firmie w Warszawie o refundacji ma pojęcie i to jeszcze NIEAKTUALNE tylko jedna osoba. Po paru dniach udaje jej się zastać szanowną panią. W tym też momencie okazuje się, że Aurelka nie ma podpisanej umowy z NFZ na refundację butów...

Wizja klęski stawała się coraz bardziej widoczna, ale obiecałam sobie, że zakończę sprawę in plus dla Krzycha!

Gorąca linia z NFZ. Okazało się, że Aurelka korzysta ze współpracy z jakąś firmą z Milanówka... Swoją drogą po moim własnym dochodzeniu okazało się, że byłam w sklepie tej firmy w Wawie w ubiegłym roku, jak byliśmy na turnusie, całe szczęście bez Krzysia, i załamałam się - pan w czymś, co miało przypominać sklep, a w rzeczywistości było czymś w rodzaju śmierdzącego wilgocią starego zakładu szewskiego, w którym na miejscu mieli trzy pary butów do pokazania i zerową chęć pomocy - za to strona www zrobiona z wodotryskami, pełna profeska. Pani z NFZ drążyła temat dalej - firma krzak - tak ją nazwała, ma podpisaną umowę, ale robi pani tę transakcję na własną odpowiedzialność. Zaryzykowałam - papiery już były u nich, więc szkoda mi było tego odsyłania. W końcu nikt inny na nfz mi tego nie zrobi, poza zakładem przy szpitalu na Zaspie, gdzie też byłam, ale jak zobaczyłam ich wyroby i poznałam podejście do sprawy, od razu mi się odechciało...

7. Po tygodniu, albo i dwóch telefon z Aurelki - już nie pamiętam czy ze stolicy, czy ze stoiska - tak, pani papiery są dobre. Robimy!

8. Telefon ze stoiska.
- Wie pani, te buty do ortez będą, ale bez tego specjalnego wiązania BOA, dobrze?
-  ale jak to, przecież to właśnie ono sprawia, że buty są dedykowane do ortez...
Chwila ciszy po drugiej stronie słuchawki
- no fakt, to ja dzwonię do centrali i wyjaśniam

9. Terminy, jakie mi zaśpiewali były tak przerażająco długie, że nawet ich sobie nie zapisałam. W listopadzie jednak postanowiłam się odezwać w mojej sprawie - może będą wiedzieć coś więcej, czy jeszcze w tym stuleciu się wyrobimy, czy może mogłam zamówić buty jednak ze trzy rozmiary większe, żeby były dobre jak już je Krzyś dostanie. :P W mailu, z 13 listopada czytam, że jeśli nie będzie opóźnień, to po buty będę mogła się zjawić 2 grudnia.

Choć nie chciałam w to uwierzyć, uwierzyłam, zapamiętałam.
Głupia ja!

10. Z uwagi na to, że wczoraj był 2.12, a telefonu z zaproszeniem po odbiór jak nie było, tak nie ma, dzwonię ja. Pani mówi, że jeszcze ich nie ma, ale pewnie będą w piątek. Oddzwoni.

Po jakiejś godzinie telefon. No wie pani, w piątek, 4. grudnia powinny być buty ortopedyczne (dziś są jeszcze w produkcji), ale butów do ortez nie będzie - aktualnie czekają na przesyłkę z USA - system BOA (to zapięcie)... ale przed świętami, w drugiej połowie jakoś powinny już być.

Same brzydkie słowa cisnęły mi się na usta, ale jestem opanowana, więc odparłam, że to jest niepoważne. Nikt mnie nie informował o tym, że są jakieś opóźnienia... tłumaczenia były na tyle bezpodstawne, że nawet ich nie zarejestrowałam. Próbowałam tłumaczyć, że dziecko musi chodzić, że ortezy, że zima, ale nie robiło to wrażenia na pani po drugiej stronie słuchawki. Pewnie trzepią kasę głównie na klientach kupujących buty z katalogu i wybrzydzają z kolorem kokardki. Kasa jest na miejscu, zero problemów, zero załatwiania. Tacy klienci są cacy.
Buty na refundację, takie, z którymi trzeba się wysilić, to jakiś promil działalności.. niech se te dzieci niepełnosprawne kupują, płaczą i czekają.... kto by się nimi interesował....A tu dzwoni baba i coś chce, coś się czepia, jak w ogóle ona może! Wstydu nie ma! Nie płaci a wymaga. Głupia jakaś.

Zapomniałam zapytać, ale zastanawia mnie to - nowość w ofercie, buty do ortez, towar mega mega poszukiwany, jeszcze na refundację, a tu wpadka za wpadką - totalny brak jednolitej informacji, gdzie się nie zadzwoni, tam inna odpowiedź. Same problemy, nawet kolory czy podeszwa to jest wyzwanie, szukanie, drążenie, ryzyko, że może jednak nie. Nawet ceny nie umieli ustalić. No ludzie!

Zadaje sobie ciągle pytanie - dlaczego nikt mnie nie informował o tym, że czekają na główny element. Dlaczego tego elementu nie mają na stanie?! Sprzedają te buty w tysiącach, czy jak, że im brakło? Chyba jak się kupuje pozwolenie za grubą kasę na opatentowany element to nie ma się do testów dwóch sztuk zapięcia? I w końcu chyba można przewidzieć, że zamówienie ze stanów nie przyjdzie w ciągu jednego dnia!

Zaczynam żałować, ze zaczęłam tę zabawę. Ale nie dam za wygraną. Możecie sobie mówić, że jestem naiwna, ale zaoszczędzenie jakichś 600zł to już coś. Tak, wiem, są buty do ortez, z tym samym systemem, ale sprowadzane ze stanów, na refundację, ale z dopłatą ponad 200zł chyba za same buty do ortez ( a buty ortopedyczne to kolejne 250-300 zł.) - teraz dokładnie nie pamiętam. Problem w tym, że, o czym już chyba pisałam, buty te są do bani jeśli chodzi o Krzysiowe ortezy - musiałby mieć je dużo za duże, a i od specjalisty usłyszałam, że mogę je kupić, ale to ma być już ostateczność! Zwykłe buty odpadają - te o 4 rozmiary większe są ciągle za wąskie!

Brak mi już słów na to, w jaki sposób traktuje się dzieci niepełnosprawne w tym kraju (chociaż te zdrowe też nie mają łatwo!). Nie dość, że zawyżają ceny sprzętu, to jeszcze trzeba się napocić i nasapać, żeby w ogóle się go doczekać.

Gdzie to wyczucie, ta zwykła ludzka wrażliwość...

Pewnie sobie myślicie, że się czepiam, że narzekam. Jeśli chcecie się w TO pobawić za mnie - proszę bardzo - dam numery telefonów, konkrety, jeszcze więcej faktów i... będę życzyć miłej zabawy! :P

Dotrwaliście do końca? Szacun! Ja to spisywałam ponad godzinę i ciągle mam wrażenie, że nie o czymś zapomniałam. Skleroza! Jak sobie przypomnę to pewnie dopiszę, a potem... a potem może wyślę do Rzecznika Praw Konsumenta :)

PS może byłoby szybciej, jak byśmy napisali z Krzysiem prośbę o te buty do Świętego Mikołaja? Jak myślicie? :)

PS2 pamiętacie jak ponad rok temu zamawialiśmy Krzysiowe pierwsze Aurelki ortopedyczne (przez sklep medyczny, za naszą kasę, bo refundacji wtedy niet): pełne i sznurowane, a dostaliśmy z wycięciem na palce i rzepami? Strach się bać jakie będą teraz "zgodne" z zamówieniem....

niedziela, 22 listopada 2015

Cierpliwość

Nie uwierzycie pewnie, ale to jest do sprawdzenia, że Krzyś jest bardziej cierpliwy od swoich rodziców. Znaczy się w kwestii zabawy, z wyłączeniem jej rozpoczynania! :) Jak już się doczeka czegoś, to potem godzinę może go nie być. Serio. Dowody? Proszę bardzo! :)


Foto ze strony producenta 

Peppa z seriii magic pen. Gra dla wieku 4+. 14 tablic z różnymi zadaniami. Wiadomo, na dodawanie za wcześnie, ale liczymy razem i ja podaję wyniki. Każda tablica dokładnie zrealizowana, czasem też ponad, bo wymyślamy sobie dodatkowe zadania. Krzyś potrafi przerobić wszystkie, a jeszcze lepiej wychodzi mu awantura, że chce robić Peppę i koniec. Prawda Tato Krzysia? :P Jak się tym bawimy, nie ma nas dla świata jakieś 40 minut. Ja w połowie namawiam go na zmianę zabawy, ale bezskutecznie ;)

Dzisiejsze wyklejanie. Ja obrywałam kawałki plasteliny i robiłam kulki (dla Krzysia jeszcze zbyt trudne), a Krzyś przyklejał je z moją pomocą na wyciętą choinkę. Przy dociskaniu paluszkiem (każdy z dziesięciu paluszków dociskał - to świetna terapia ręki i ćwiczenie chwytu szczypcowego, bo trzeba najpierw kulkę podnieść i przenieść na odpowiednie miejsce) wydawałam z siebie śmieszny dźwięk rozpłaszczanej plastelinki, na co Krzyś śmiał się do rozpuku, na koniec prawie spadł mi z krzesła :P

Możecie sobie nie wierzyć, ale KAŻDĄ kuleczkę zielonej, czerwonej i żółtej plastelinki przyklejał Krzyś. Mega dużo roboty, ale daliśmy radę. Nieco nerwów było już przy smarowaniu klejem kartki i przyklejaniu tła. Ale było już późno, bo po 19, Krzyś zmęczony, głodny i śpiący oczekiwał rytuałów wieczornych. Pękam z dumy, że udało nam się zrobić aż tyle. Pracowaliśmy ponad godzinę! Jak się Wam podoba efekt? Przyklejanie waty szło już gorzej (faktura?), ale może to już też zmęczenie dawało się we znaki.




Oczywiście nie będę tu kłamać, że zawsze tak jest. Czasem nie da się Krzysia zmusić do pracy w skupieniu przez więcej niż 5 minut. Ale jak się dorwie do czegoś, na co ma ochotę, to potrafi naprawdę siedzieć nad tym do naszego, znaczy się rodziców znudzenia. 

Jest wiele innych przykładów np obrazki (obrazek i cień; ułóż obrazki wg schematu etc), książki, i inne zabawki. Sama na to jakoś wcześniej nie zwracałam uwagi, do czasu, gdy ze słowa zdziwienia usłyszałam od Babci jednego z turnusowiczów. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że Krzyś jest naprawdę cierpliwy. Tylko nie ma się tu co dziwić - w końcu walczy od urodzenia, a na rezultaty musi czekać miesiącami albo i latami. 

 Nie spoczywamy jednak na laurach. Skoro dzisiejsza wyklejanka tak dobrze poszła, pora robić takie rzeczy częściej :)

czwartek, 19 listopada 2015

Matka wariatka :)

Jak tam Wasz dzień dzisiaj? U nas za oknem słonko, aż miło. Jakie pozytywy dzisiejszego dnia? Ja znalazłam ich mnóstwo: standard, czyli najpiękniejszy uśmiech i słowa "mama" w wykonaniu Krzysia - poprawiony serdecznym uśmiechem Pań z  przedszkola; niezbyt duże korki na drogach, słonko, o którym wspominałam, (trochę niezdrowe :P ) grzanki na śniadanie i szaleństwo, jakiego dopuściłam się w drodze do pracy. Hehe, myślcie sobie o mnie co chcecie, tak samo niech myślą sobie o mnie inni kierowcy i piesi, których mijałam ;) Jadąc z uchylonym oknem słuchałam sobie Fasolek (nie wyłączyłam płyty po odstawieniu Krzysia do przedszkola) i śpiewałam niezbyt cicho "Bursztynek, bursztynek, znalazłam go na plaży", czy "Witaminki, witaminki, dla chłopczyka i dziewczynki" ;)

Matka wariatka.
Ale za to uśmiechnięta! :)

wtorek, 17 listopada 2015

Zdziwienie


Czy da się przyzwyczaić do... właściwie normalności? Czy nadejdzie czas, że przestanę się dziwić widokowi Krzysia uciekającego do drugiego pokoju... na nogach? Chociaż nie, uwielbiam te chwile, gdy moje dziecko mnie zaskakuje, gdy przeczy temu, co wygadywali lekarze i rehabilitanci. Wciąż mam w głowie słowa jednego z nich - musi się pani przeprowadzić na parter, bo do końca życia będzie pani nosić dziecko po schodach (mieszkam w bloku bez windy). Chciałabym widzieć minę tej kobiety - może jej nagram, jak Krzyś sam z lekką pomocą wchodzi po schodach na trzecie piętro i wyślę z odpowiednią dedykacją?
Pisałam Wam niedawno o kolekcjonowaniu takich chwil, momentów dumy, zaskoczenia - wczoraj np Krzyś poczęstował się elegancko czekoladą i... choć wcześniej twarda czekolada często lądowała na ziemi wyrzucona z buzi językiem, wczoraj Krzyś pogryzł kostkę, która miała dodatkowo dwa maleńkie herbatniczki. Walczył z tą kostką dzielnie - czego się nie robi dla czekolady hehe (Choć do niedawna czekolada nie była przez niego lubiana raczej - może chodziło o problemy z jej zjedzeniem?). Wiecie co, nawet w takich chwilach jak ta wczoraj pękam z dumy! Skrzętnie zapisałam sobie to wspomnienie na dnie serducha i będę pewnie do niego wracać wielokrotnie.

A Wy jakie nowe wspomnienia zachowaliście w swoich serduchach?  :)