Kiedyś, za młodu, chciałam być lekarką. Teraz żałuję, że nią nie zostałam, może bym lepiej to wszystko ogarniała. Chociaż i tak jedna specjalizacja by mi nie wystarczyła :/
Nie wiem, czy jestem takim głąbem, czy jak, ale nie ogarniam tego wszystkiego. Lekarze i terapeuci, mam takie wrażenie, że oczekują ode mnie znajomości tylu rzeczy, że mi wstyd normalnie, że nie wiem tego i tamtego. Powinnam mieć obcykany układ kostny, mięśniowy, oddechowy... kurcze, chyba każdy, powinnam znać działanie tego wszystkiego razem i osobno. A ja tego zwyczajnie nie ogarniam. Kupiłam sobie rok temu ponad książkę do genetyki nawet. I co? Nie zajrzałam, bo zwyczajnie nie mam czasu, a jak mam czas to jestem tak padnięta, że nie rozumiem nic z tego, co czytam. Boże... pogarszam i tak już niski współczynnik czytelnictwa w tym naszym biednym kraju. I co? I znowu mi wstyd :( Dobrze, że chociaż Krzyś nadrabia, bo on to 15 książek dziennie cyka. Co z tego, że z obrazkami. Literki też są, więc pozycja się liczy :P
Tak sobie myślę, że może powinnam zapisać się na studia jakieś - nie wiem jeszcze kiedy bym na nie chodziła, ale jedno miałabym z głowy - nie miałabym wymówki, bo studia, bo zapłacone (na zwykłe jestem pewnie i za stara no i zaoczne za darmo nie są zapewne), bo trzeba się uczyć, bo mi może by wytłumaczyli.... eh... chociaż już kiedyś pisałam w tej sprawie do jakiejś pani profesor czy doktor (żeb może jakiś kurs, albo szkolenie dłuższe, żeby pomóc ogarnąć rodzicom takim jak ja całą tą medyczną otoczkę, bo człek niby głupi nie jest a nie kuma tylu rzeczy, że znowu mi wstyd...), z UG, to nawet nie dostałam odpowiedzi, że mam się w ogóle nie odzywać bo z czym do ludzi... pewnie do spamu trafiłam, wcale bym się nie zdziwiła :P
Dawno już było wiadomo, że człowiek uczy się całe życie a i tak umiera głupi. Ja bym nie chciała ani umierać ani być głupia jeszcze za życia. Tak mi się marzy poznać to i owo, tylko, że nawet jak jest motywacja to siły i czasu mi bardzo brak. Nie będę tu wspominać o wrodzonym lenistwie, ale to chyba każdy wie, więc kolejny raz nie będę się za siebie wstydzić. Chociaż i tak to napisałam, więc znów się wstydzę :)
No nic, potrzebny mi klon, "Jan" do pomocy, albo od razu ze trzech, bo jeden może być mało ;D Jednak umrę głupia (nie, nie spieszy mi się, choć niektórzy w to wątpią...), ale mam nadzieję, że dane mi będzie jeszcze parę książek jednak przeczytać i troszkę się podszkolić no i w ogólę pożyć, pozwiedzać, doczekać wnuków... dobra, rozpędziłam się ;)
W ogóle szok, że udało mi się napisać ten wpis. Nosze się z zamiarem kilku innych, a padło na tę tematykę akurat. Mam nadzieję, że inne też dam radę napisać albo dokończyć, bo parę też wisi i czeka na poświęcenie czasu, którego jak już wielokrotnie się żaliłam (ale jestem maruda co nie? :P) zwyczajnie nie mam!
Krzyś od samego początku musi walczyć o to, co inni dostają "z przydziału" - o siedzenie, chodzenie, mówienie... o życie w normalności. Nie poddaje się jednak bez walki, a my, jego rodzice, zrobimy wszystko, by nigdy to nie nastąpiło! Walczymy więc całymi dniami, nie tylko z losem, ale także z instytucjami, głupimi przepisami i... ludźmi! Dołączcie do nas! Razem mamy większą siłę przebicia! :) 1% podatku: KRS 0000037904 z dopiskiem 20374 Bulczak Krzysztof
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brak czasu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brak czasu. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 26 marca 2015
środa, 11 lutego 2015
Za mało
Za mało. Za rzadko. Za krótko.
Kolejny raz usłyszałam, że za mało robię. Ja to doskonale wiem, ale znam też swoje możliwości i ograniczenia czasowe. Niestety nie potrafię być wszędzie, nie jestem alfą i omegą, jestem tylko człowiekiem, który musi mieć czas na sen.
Od paru tygodni udaje mi się sypiać więcej niż przez ostatnie lata. Ha, nie myślcie sobie, że nagle odkryłam amerykę albo, że naginam czasoprzestrzeń. Nic z tego. Wybieram sen zamiast haczyków na liście TODOs. Robię mniej, ale za to czuję się mniej zmęczona, rzadziej jest mi zwyczajnie słabo, no i humor jakiś taki chyba lepszy (chociaż wielu próbuje mi go popsuć). Żeby nie było, mam w związku z tym snem poczucie winy, bo samo się nie zrobi. Faktem jest jednak to, że gdybym trochę nie przystopowała, to mogłabym już nic nie zrobić. Padłabym na ryja i już nie wstała.
Pewnie jeszcze trochę pociągnę z wydłużaniem mojego średnio 5h snu. Jak przyjdzie wiosna to postaram się dobry humor czerpać ze śpiewu ptaszków, kwiatków i zielonej trawki. Posieję nasionka i - czasu znowu będzie mniej, bo dojdą obowiązki, ale coś trzeba robić innego, bo inaczej wariatkowo czeka z otwartymi drzwiami ;)
Jestem tylko człowiekiem, chociaż chwilami przypominam bardziej cyborga. Mimo wydłużania nocnego odpoczynku jestem czasem tak mocno rozkojarzona, że chwilami zaczynam się siebie bać. Normalnie lenistwo się uaktywniło chyba we mnie. A tego mi nie wolno przecież :P Jestem więc tym leniuchem i pięknie brukuje piekiełkowe ścieżki moimi dobrymi chęciami. No cóż - trzeba sobie przygotować miejscówkę, żeby było więcej czasu na uprawę drzewek owocowych (w tym piekielnym klimacie to chyba tylko to urośnie? :P ).
Jestem tylko człowiekiem, choć często wymagają ode mnie zupełnie czegoś innego. I choć bym nie spała ani minuty (i jakimś cudem to przeżyła) to nie dam rady zrobić tego wszystkiego, co powinnam, co jest zalecone, o czym muszę pamiętać i broń Boże nie zapominać. I co z tego, że to wszystko wiem, jak się tak nie da...
O taka jestem niedoskonała :(
(I leniwa!)
Ps A na koniec taki motywatorek :)
Kolejny raz usłyszałam, że za mało robię. Ja to doskonale wiem, ale znam też swoje możliwości i ograniczenia czasowe. Niestety nie potrafię być wszędzie, nie jestem alfą i omegą, jestem tylko człowiekiem, który musi mieć czas na sen.
Od paru tygodni udaje mi się sypiać więcej niż przez ostatnie lata. Ha, nie myślcie sobie, że nagle odkryłam amerykę albo, że naginam czasoprzestrzeń. Nic z tego. Wybieram sen zamiast haczyków na liście TODOs. Robię mniej, ale za to czuję się mniej zmęczona, rzadziej jest mi zwyczajnie słabo, no i humor jakiś taki chyba lepszy (chociaż wielu próbuje mi go popsuć). Żeby nie było, mam w związku z tym snem poczucie winy, bo samo się nie zrobi. Faktem jest jednak to, że gdybym trochę nie przystopowała, to mogłabym już nic nie zrobić. Padłabym na ryja i już nie wstała.
Pewnie jeszcze trochę pociągnę z wydłużaniem mojego średnio 5h snu. Jak przyjdzie wiosna to postaram się dobry humor czerpać ze śpiewu ptaszków, kwiatków i zielonej trawki. Posieję nasionka i - czasu znowu będzie mniej, bo dojdą obowiązki, ale coś trzeba robić innego, bo inaczej wariatkowo czeka z otwartymi drzwiami ;)
Jestem tylko człowiekiem, chociaż chwilami przypominam bardziej cyborga. Mimo wydłużania nocnego odpoczynku jestem czasem tak mocno rozkojarzona, że chwilami zaczynam się siebie bać. Normalnie lenistwo się uaktywniło chyba we mnie. A tego mi nie wolno przecież :P Jestem więc tym leniuchem i pięknie brukuje piekiełkowe ścieżki moimi dobrymi chęciami. No cóż - trzeba sobie przygotować miejscówkę, żeby było więcej czasu na uprawę drzewek owocowych (w tym piekielnym klimacie to chyba tylko to urośnie? :P ).
Jestem tylko człowiekiem, choć często wymagają ode mnie zupełnie czegoś innego. I choć bym nie spała ani minuty (i jakimś cudem to przeżyła) to nie dam rady zrobić tego wszystkiego, co powinnam, co jest zalecone, o czym muszę pamiętać i broń Boże nie zapominać. I co z tego, że to wszystko wiem, jak się tak nie da...
O taka jestem niedoskonała :(
(I leniwa!)
Ps A na koniec taki motywatorek :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)